Opowieść pełną garścią czerpie z uniwersum GANGSTY.

Ergastulum to miasto złoczyńców i płatnych morderstw, tanich prochów i jeszcze tańszych prostytutek. Przemoc, seks i narkotyki, wszystko, czego potrzeba do pełni szczęścia, jest na wyciągnięcie ręki. Zobacz, jak sobie tu radzi grupa Zmroków, ludzi o podejrzanej moralności i ponadprzeciętnej sile, za którą każdego dnia muszą płacić wysoką cenę.

niedziela, 10 września 2017

Chapter IV: #Bird



Took our dreams and got in line

Held our breath and hoped to die

            – Marco! – krzyknęła Tris i natychmiast tego pożałowała.
            Ostatnio widziała go stanowczo zbyt często i za bardzo cieszyła się na jego widok, a to nie był dobry znak. Już chciała się odwrócić i odejść, kiedy usłyszała:
            – Tris, gdzie cię wcięło ostatnie kilka dni?
            – Robota – odpowiedziała. – Miałam zadanie od Monroe.
            – Ciężko pracujesz.
            – Czy ja wiem? – Tris wzruszyła ramionami. – Po prostu... Wiesz, w klinice nie ma zbyt dużo roboty, a nie chcę całymi dniami siedzieć sama w mieszkaniu – dodała i przez chwilę łudziła się, że Marco zaproponuje jej swoje towarzystwo. W sumie sama nie wiedziała, czego od niego oczekuje. – Nie sądziłam, że własne mieszkanie okaże się tak smutnym i pustym miejscem.
            – Zawsze... Gdy poczujesz się samotna... – Marco zawahał się przez moment i chyba powiedział coś innego, niż na początku planował. – Możesz przyjść do Bastarda, postawie ci drinka.
            – Tak... Jasne, dzięki – mruknęła Tris i w tej samej chwili zorientowała się, dlaczego Marco się zawahał. Cały czas zerkał w tym samym kierunku, gdzie w oddali stała Connie. Tris uśmiechnęła się i klepnęła go przyjacielsko w ramię. – Idź do niej.
            – Co?
            – Idź pogadać z Connie. Kochasz ją, a ona ciebie. Musisz jej tylko wyjaśnić, że Hecate nie miała racji – powiedziała i pchnęła go lekko do przodu. – No idź.
            – Dzięki – rzucił na odchodne i przyspieszył, by dogonić Constance.
             Tris westchnęła ciężko. Który to już raz obserwowała, jak Marco odchodzi? Czuła się żałośnie i beznadziejnie. Darzyła go pewną sympatią i mimo wszystkiego, co się w jej życiu wydarzyło, czuła, że mogłaby na nowo pokochać, że ten mężczyzna mógłby ją uszczęśliwić i odgonić od niej koszmary. Tylko, że Marco kochał Connie i Tris nie mogła nic z tym zrobić.
            – Powodzenia, Marco – wyszeptała i ruszyła w stronę kliniki.
            Dość sprawnie poruszała się już po Ergastulum i w kilka minut później była już na miejscu. Swobodnie wmaszerowała do środka i rozejrzała się, ale nigdzie nie zastała Theo. Zamiast tego, dostrzegła na zapleczu Ninę i Worrica, ale zupełnie nie zauważyli jej przyjścia.
             Nie odezwała się, nie chcąc przeszkadzać. Worric był sympatyczny, ale wolała zachować dystans. Co do Niny zaś… Nah… Nie mogła się do gówniary przekonać. Toteż stanęła nieopodal, przysłuchując się rozmownie, jakby nigdy nic. Przecież nawet się nie ukrywała, więc nie liczy się to jako podsłuchiwanie.

And all along, we got it wrong

             Od dłuższej chwili obserwowała kątem oka rozmowę Niny i Worrica. Gadali właściwie o niczym. A tym bardziej o niczym ciekawym. Co było interesujące to maślane oczy dziewczynki, gdy wpatrywała się w blondyna. I chociaż Tris wydawało się, że bliżej była z Brownem, może to nie było wcale takie oczywiste.
            – Musi być ci ciężko, żyjąc pod jednym dachem z członkiem Destroyersów – stwierdziła Nina, a Tris mimowolnie pokiwała na to głową. – Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
            – Niezbyt mi się to podoba, ale właściwie to Nick się z nią użera, nie ja – odparł Arcangelo. – Zabroniłem Hecate choćby zbliżać się do schodów prowadzących na piętro i na razie stosowała się do tego. Chyba.
            – Biedny Nicko…
            – Nick jest silny, poradzi sobie – powiedział Worric i uśmiechnął się do Niny. – Gorzej, że muszę teraz gotować dla trzech osób.
            – Przecież dobrze gotujesz. Pamiętam jak przyniosłeś mi kiedyś curry – rozmarzyła się dziewczynka.
            – Tak, ale dziewucha jest strasznie wybredna. Tego jeść nie będzie, tamtego jeść nie będzie i wiecznie strzela fochy – westchnął Worric. – Ostatnio nie chciała zjeść barszczu, bo nie spodobało jej się coś, co powiedziałem. A przecież musi jeść, żeby wyzdrowiała. Inaczej nigdy się jej nie pozbędziemy.
            Tris się nie wtrącała się. Czekała, zerkając na tą dwójkę. Cóż… Musiała przyznać, że Arcangelo nie był zły. Właściwie bardzo pociągający, chociaż nie do końca w jej typie. Odczekała, aż wyjdzie i wtedy podeszła do Niny, kładąc dłonie na jej drobnych ramionach i lekko zacisnęła palce.
             – Tris?
             – Powiedz, Nino… – zaczęła, a na jej ustach zagościł szatański uśmiech. – Lubisz go?
             – Oczywiście, jest bardzo miły – padło w odpowiedzi.
             – Nie o tym mowie. Mowie o tym ‘lubić lubić’. Takim lubić, co Theo potem gadał, że ludzie zakładają rodziny – wytłumaczyła Tris, ale nie do końca wiedziała, jak to zrobić.
             – Miłość? Chodzi ci o miłość? – zdziwiła się Nina.
             – Ta, no właśnie. Miłujesz go? – zapytała z grobową miną Szkarłatna, a dziewczynka parsknęła śmiechem.
             – Czy kocham Worrica? Nieee… – powiedziała, ale rumieńce na jej policzkach mówiły z lekka co innego.
            – Nie wierzę ci – prychnęła Tris, krzyżując ręce na ramionach. – Nie ściemniaj, mnie i tak nie oszukasz.
             – Mówię prawdę.
            – Jasne, a tu mi pociąg jedzie – syknęła blondynka, odchylając palcem dolną powiekę.
             – A dlaczego pytasz?
             – Z ciekawości, bo się do niego ślinisz.
             – Co robię? – jęknęła Nina.
             – Robisz maślane oczy, jak patrzysz na tego blondasa – skwitowała Tris i niby dla zabawy poczochrała Ninę po głowie. Tarmosząc. Mocno. – Więc?
             – Naprawdę ciężko stwierdzić, czy jesteś złośliwa z sympatii czy tak po prostu – mruknął Worric, wchodząc do kliniki.
             – Po co wróciłeś? – nastroszyła się Tris.
             – Zapomniałem przekazać, że Nick przyjdzie dopiero wieczorem.
             – Przekazałeś. Do widzenia – skwitowała blondynka.
            – To jak to z tobą jest, co? Ta złośliwość to wrodzona, czy tylko takie droczenie się?
             – Żebym się z tobą zaraz nie podroczyła – zagroziła w odpowiedzi na zaczepkę Worrica.

I have a heart that gets on everybody's nerves

             – Strasznie jesteś agresywna – mruknął Arcangelo. – Od razu widać, że jesteś spokrewniona z naszym doktorkiem.
             – Masz jakiś problem? – zapytała Tris, krzyżując ręce na piersi. – Czujesz się tu jak u siebie, nie?
             – A co mam się nie czuć?
             – Jakoś dziwnie działasz mi na nerwy.
             – Daj spokój. Przecież jesteśmy przyjaciółmi – zaśmiał się Worric i objął blondynkę ramieniem.
             – Ujebie ci to łapsko. Przy samej dupie – zagroziła, mrużąc oczy. – Już chyba mówiłam, żebyś trzymał łapy z daleka.
             – Nie bądź taka, Trisiu.
             – I żadna ‘Trisiu’, bo serio ci coś zrobię.
             – Nie musisz zgrywać takiej niedostępnej – ciągnął dalej Worric i Szkarłatna zamachnęła się, ale bez problemu zrobił unik. Ponowiła próbę jeszcze kilka razy, ale efekt był ten sam, więc spojrzała na blondyna gniewnie. – No już, już. Bez nerwów.
             – Ty…! Na pewno jesteś Normalsem?
             – Na pewno.
             – Jesteś dość szybki, jak na człowieka – stwierdziła z niezadowoleniem Tris.
             – Dziękuję.
             – To nie był komplement. Mam cię na oku, koleś.
             – To nie tak, żebym stanowił dla ciebie jakieś zagrożenie. Podejrzewam, że w walce nie miałbym przeciw tobie żadnych szans.
             – Mało kto by je miał – prychnęła Szkarłatna. – Ale już raz mi zalazłeś za skórę.
             – Kiedy? – zdziwił się Arcangelo.
             – Już nie pamiętasz, jak goniłeś mnie z Celebrerem?
             – O to ci chodzi? – jęknął. – Nie sądziłem, że będziesz się tak dąsać. Zaćmieni raczej lubią go brać.
             – Zazwyczaj tak.
             – Ale ty nie jesteś jak inni. To chciałaś powiedzieć?
            – Niespecjalnie uważam, żebym różniła się od pozostałych – skwitowała Tris. – Ale znam lepsze rzeczy, niż Celebrer.
             – A to ciekawe… Jakie? – zapytał Arcangelo.
             – Dużo… Dużo różnych rzeczy – odparła Szkarłatna i oblizała prowokacyjnie usta. – Ale ty się nie dowiesz.
             – A jak ładnie poproszę?
            – Ekhem… – mruknęła cicho Nina i oboje spojrzeli na nią.
            – Ja już sobie pójdę – rzucił pospiesznie Worric i wyszedł.
             – Co się tak gapisz? – prychnęła Tris. – Ucz się. W przyszłości i takie rzeczy ci się przydadzą.
            Nie minęły nawet dwie minuty, jak ktoś znów wszedł do kliniki i ku niezadowoleniu Tris, tym kimś znowu okazał się być Worric.
             – A tym razem, co? – warknęła.
             – Nino, zobacz, co znalazłem – powiedział do dziewczynki. – Wyciągnij ręce – rozkazał i gdy spełniła polecenie, ostrożnie ulokował na jej dłoniach coś małego i mięciutkiego.
            – A ty co? Wszystkim dziewczynkom kładziesz swojego ptaszka w rączki? –
             – Chyba coś mu jest, bo nie mógł odlecieć. Może się nim zajmiesz? – zaproponował Worric, ignorując komentarz Szkarłatnej.

            Mimochodem jednak uśmiechnął się.
             – Mogę spróbować – odparła Nina. – Ale nigdy nie zajmowałam się zwierzętami. A on jest taki malusi…
             – Daj mi to – wtrąciła się Tris. – No daj to – rozkazała, lecz pomimo szorstkich słów, bardzo ostrożnie wzięła ptaszka na ręce.
             – To nie rzecz, tylko ptaszek – naburmuszyła się Nina, a Szkarłatna wywróciła oczami.
             – Wróbel gwoli ścisłości – poprawiła ją blondynka. – W dodatku jeszcze młodziutki, ale powinien już umieć latać. Najpewniej ma coś ze skrzydłem – dodała i lekko dotknęła palcami skrzydeł, a ptaszek zaskrzeczał cicho.
             – Co mu robisz? – oburzył się Worric, gotowy ratować skrzydlaczka.
             – Ma złamane skrzydło – wyjaśniła Tris. – Poza tym, jest przerażony. Odsuńcie się trochę, do cholery – syknęła i pogładziła wróbelka po łebku, dzięki czemu momentalnie ucichł.
             – Zabiłaś go? – zapytał z przerażeniem Arcangelo.
            – Jasne. Nie mam nic lepszego do roboty, niż zabijanie wróbli – warknęła Szkarłatna.
            – Wyglądasz mi trochę na kogoś, kto w wolnym czasie ukręca wróbelkom karki – przyznał blondyn, a Zaćmiona westchnęła ciężko.
             – Też o tym pomyślałam – dodała cicho Nina.
             – Żebym wam czegoś nie ukręciła – prychnęła Tris, szukając czegoś po szafkach. – Nino, przynieś mi dwa patyki i potnij ze dwa rozłożone gaziki na pół – poinstruowała. – Musimy usztywnić skrzydło.  Worric, wyjmij stąd tabletkę – rozkazała, wskazując brodą na jakiś pojemniczek. – I rozgnieć ją.
             – To chyba nie pierwszy raz, jak zajmujesz się ptaszkiem, co? – zauważył Arcangelo, przyglądając się Szkarłatnej z nieskrywanym zaciekawieniem i drapieżnym błyskiem w oku.
             – A więc słyszałeś, ciulu - mruknęła pod nosem. – Nie – mruknęła beznamiętnie. – Trochę tego było…
             – Ile? – zapytała Nina.
             – Niech pomyślę – skwitowała Tris, marszcząc brwi i pogrążyła się na moment w zadumie. – W swoim życiu wyleczyłam już dziewięć wróbli, trzy gołębie oraz srokę. Do tego dwa koty i psa…
             – Tris, ty… – urwał Worric i razem z Niną parsknęli śmiechem. – Może powinnaś zostać weterynarzem?
             – Po co? Weterynaria nigdy mnie nie interesowała...
             – Tak mówisz, ale w takim razie, dlaczego leczyłaś tyle zwierząt?
             – Tak wyszło – skwitowała Szkarłatna i wzruszyła ramionami. – Niektóre znalazłam, inne ktoś do mnie przyniósł. Jednego z kotów leczyłam, będąc w Demonsach, ale o dziwo nikomu nie przeszkadzał. Do czasu…
             – Jesteś zaskakująco dobroduszna dla zwierząt – stwierdził Worric.
             – Nie miałam nic do roboty, więc co mi szkodziło? Poza tym… Nieważne...

Zmroki:

Współtwórcy

Łączna liczba wyświetleń

TAGI