Opowieść pełną garścią czerpie z uniwersum GANGSTY.

Ergastulum to miasto złoczyńców i płatnych morderstw, tanich prochów i jeszcze tańszych prostytutek. Przemoc, seks i narkotyki, wszystko, czego potrzeba do pełni szczęścia, jest na wyciągnięcie ręki. Zobacz, jak sobie tu radzi grupa Zmroków, ludzi o podejrzanej moralności i ponadprzeciętnej sile, za którą każdego dnia muszą płacić wysoką cenę.

środa, 14 lutego 2018

Chapter V: #I said you stay

OMG, we're back again.
Cofnijmy się o trochę. Pamiętacie jak Nicolas zgarnął Ivrel spod kliniki doktora?

_________________________

DZIEŃ PIERWSZY.


Zatrzymała się w progu, pociągając nosem.
– Tylko tyle? – zapytała, rozglądając się po mieszkaniu. Nicolas stał za jej plecami, więc nie mógł widzieć ruchu jej warg ani rozczarowanej miny. – Dżizys, jest tu chociaż toaleta? – obejrzała się na Nicolasa, który patrzył na nią, zaciskając usta.
„Od kiedy jesteś taka wymagająca?”
– Że co?
Nicolas przyglądał się Ivrel spod półprzymkniętych powiek. Nie była już tą dziewczyną, którą zachował w pamięci. Wciągnął głęboko powietrze i zastanawiał się, co się zmieniło, bez skrępowania patrząc jej w oczy. Były ciemniejsze, niż zapamiętał. I nie chodziło o powiększone po celebrerze źrenice, ale o jakiś mrok, który czaił się w ich czeluściach. Coś się w nim kotłowało. Co to było?
„Nie pamiętam tego gniewu. Kiedyś byłaś bardziej…”
You was as pure as a river
…radosna. Takie sprawia wrażenie. Widzę, że się śmieje. Nie mam za cholerę pojęcia, co ją bawi w tej sytuacji, może to napad histerii. Czuję ten śmiech, rytmiczne wibracje, są zaraźliwe. Kącik moich ust drga, unosi się. Trzymam ją mocno za rękę, ciągnąc za sobą, żeby nie wpadła na wariata z maczetą, który szarżuje wprost na nas. Zerkam na nią, ona wciąż się podśmiewuje. Ściska mocniej moją dłoń i puszcza do mnie oko, no nie wierzę. Smarkata. Teraz ja też się uśmiecham. Pierwszy raz od… Wydaje mi się, że od zawsze. Nie było mi po drodze z uśmiechami, ale teraz macham kataną, tnąc wrogów, czuję na twarzy ciepłe kropelki ich krwi i sprawia mi to radość. Walka, dotąd przykra konieczność, coś, w czym byłem po prostu dobry z natury, zaczyna mnie cieszyć. Przestaję się złościć na tę cząstkę mnie, która zawsze jej pranie. Ostrze błyszczy, przebijając miękkie ciała, usuwając przeszkody, które stają nam na drodze. Biegniemy, krew przepływa między naszymi palcami, miesza się ze sobą. Przyciągam ją bliżej siebie, zabijam kogoś, kto chciał zabić ją. Nie czuję się z tym źle. Bój sprawia mi przyjemność. Szczerzę do niej zęby. Pozbywam się wyrzutów sumienia. Uciekamy. Od poczucia winy.

– Ile rrrazy mam ci mówić, że nie znam migowego?!
– Właź – warknął Brown i zaciskając dłonie na ramionach Wolf, wepchnął ją za próg. Zaćmiona z pełnym udręki westchnieniem poczłapała do jedynego mebla w pomieszczeniu i klapnęła na fotel, skąd obserwowała Nicolasa z naburmuszoną miną. Dogtag zamknął drzwi, przesunął w nich zasuwkę, a widząc, że gość zajął jego miejscówkę, nie bardzo wiedział, co ze sobą począć. Zaczął bez celu kręcić się po aneksie kuchennym, otworzył lodówkę, sprawdził, co w niej jest, zamknął ją, spojrzał na Ivrel, znów otworzył lodówkę, wyciągnął zmrożoną puszkę dietetycznej coli i pokazał ją dziewczynie, ale ta odmówiła, kręcąc głową, więc sam otworzył napój i pił powoli, opierając się na łokciu o wysoki blat. Błądził wzrokiem dookoła, aż jego spojrzenie zatrzymało się na stosie brudnych talerzy, które piętrzyły się w zlewie. Wzdrygnął się na myśl, że pewno się za nie weźmie, tylko po to, żeby zająć czymś ręce.
– No i widzisz, co narobiłeś? – Przez cały ten czas Ivrel nerwowo przytupywała nogą, aż w końcu wybuchła, nie mogąc znieść niezręcznej ciszy. – Po coś mnie tu przywlókł, Nico?
Czarne oczy Dogtaga patrzyły na nią pochmurnie.
„Nie masz dokąd iść, a musisz się wykurować.” Migając, poklepał się po boku i wskazał na nią, a Iv spojrzała po sobie. Jasnoszary podkoszulek, jaki na sobie miała, był przybrudzony. Zadarła go, by rzucić okiem na bandaż. Zdążył zmienić barwę na jasnoróżową, nasiąknięty krwią i osoczem. Skrzywiła się, puszczając koszulkę.
– Co z tego? – Wzruszyła ramionami, ale uwadze Nicolasa nie umknęło, że skrzywiła się przy tym, jakby nawet ten ruch sprawił jej ból. – To nic. Z gorszymi ranami biegałam po świecie i nikt nie musiał się o mnie troszczyć.
„Może ktoś powinien.”
– Nic nie rozumiem! – denerwowała się Ivrel.
– S-końs, marudz-ić – wymamrotał Brown, patrząc na nią groźnie. Ivrel odwzajemniała spojrzenie. Nagle na jej twarzy pojawił się przebłysk zrozumienia.
– To dlatego, że ty mi to zrobiłeś, tak? Litujesz się nade mną? – Nicolas nie mógł słyszeć, jaki chłód brzmiał w jej głosie, ale wyczytał sporo z wyrazu jej twarzy. – Jesteście wszyscy po jednych pieniądzach w tym Ergastulum czy co? – dodała, zanim Nick choćby spróbował się wytłumaczyć. – Myślałam, że to miasto syfu i zła, ludzie najgorszej próby! A tu się każdy nad każdym lituje?! Co to za miejsce! – nakręcała się, zrywając na nogi. – Sorry, Nico, ale ja stąd spadam – oświadczyła, ruszając w stronę drzwi.
Nicolas zagrodził jej drogę, zakładając ręce na ramiona.
– Nie zostanę tu. – Ivrel wyglądała na nieugiętą. – To bezsensu. Dam sobie radę.
– Ni-gdzie nie idzi-esz – zaoponował Brown, zgrzytając zębami.
– Powiedziałam…
– Ja tes – wybełkotał, nie ruszając się z miejsca. Wiedział, co zaraz nastąpi i był na to gotów, więc kiedy Iv zaczęła się pieklić, próbując przesunąć go spod drzwi i wywrzaskując najgorsze obelgi, on wciąż stał niewzruszony, oglądając ten atak furii bez emocji.
But now I think you’re  possessed
Od czasu do czasu osłaniał się przedramieniem i po prostu czekał, aż dziewczyna się zmęczy, ale ponieważ zbyt długo nie opadała z sił, przestał się patyczkować. Złapał ją wpół i zarzucił na bark, po czym podszedł do fotela, rzucił na niego dziewczynę i przypiął ją do oparcia pasem, z którego zwykle korzystał przy ćwiczeniach. Ivrel zezowała w dół, dysząc, oceniała swoje szanse. Pasek uwierał ją nieco pod piersiami, nie dotykał rany, ale unieruchamiał ręce, obejmując przedramiona dokładnie w zgięciu łokci, leżących na oparciach. Zsunąć się nie zsunie, nie ma mowy, żeby przepchnęła biust. Sprzączki, do której dałaby radę dosięgnąć, nie było widać. Mogłaby spróbować jakoś wypełznąć górą, ale wtedy narażałaby się na zdarcie bandaży i ból, którego i tak miała już pod dostatkiem, jako że naruszona rana pulsowała nieprzyjemnie.
– By cię chuj – oznajmiła wreszcie Nicolasowi, mierząc go znużonym spojrzeniem. Twarz mężczyzny, dotąd skupiona w oczekiwaniu na werdykt, rozpromieniła się. Rozległo się warczenie, gdy Brown ośmielił się poczochrać dziewczynie fryzurę.
– To nie jest koniec – obwieściła, ziając ciężko, ledwo żywa ze zmęczenia. – Jeszcze nie skończyłam… Słyszysz?!
Błysnął rząd białych zębów.
„Ta, słyszę.”
Nicolas wciąż się uśmiechał, wyciągając ze zlewu patelnię. Uznał, że jeszcze nada się do użytku, zanim ktoś podejmie się jej wyszorowania. Wrzucił na nią już ugotowany, nieco wyleniały makaron z paczki, przygotowując sobie szybkie danie z gatunku gotowców. Przyszło mu do głowy, że Ivrel pewno też jest głodna, znając szpitalniane rarytasy Theo, a istniała też opcja, że sadystyczny doktor zwyczajnie głodził ją przez te kilka dni. Zdecydował się zaproponować jej coś do jedzenia, zachodząc w głowę, jak pogodzić problematyczną kwestię unieruchomienia z zapotrzebowaniem na wolne ręce, by spożyć posiłek, ale kiedy spojrzał na Iv, okazało się, że kłopot sam się rozwiązał.
Odchylona pod dziwnym kątem głowa dziewczyny spoczywała bezwładnie na oparciu. Spomiędzy jej rozchylonych ust wydobywał się chrapliwy oddech. Zaćmiona spała w najlepsze.
Nicolas poczuł się nieco zawiedziony. Jego napięte mięśnie, nastawione na walkę, utarczki, opór i odpieranie agresji, trawił ogień.
You put a fever inside me
Tymczasem ona zwyczajnie zasnęła. Widocznie wyczerpany organizm skorzystał z okazji, by zresetować system. To było do przewidzenia, ale Dogtag i tak poczuł się dziwnie. Zapomniał, że właśnie miał sobie odgrzać makaron i zrobił kilka kroków w głąb pokoju, zatrzymując się przed fotelem. Pochylił się, przekrzywiając głowę. Zaćmiona wyglądała jakoś inaczej. Spokojnie. Jak nie ona. Zmarszczka, która przecinała jej czoło, gdy bez przerwy marszczyła brwi w wybuchach złości, teraz się wygładziła. Na pewno nie udaje? Piersi Zaćmionej unosiły się rytmicznie i Brown zapatrzył się na nie, licząc wdechy.
Zanim stwierdził czy oddechy są regularne, czy nie, poczuł rozchodzące się po pomieszczeniu drgania. Jakby ktoś walnął ręką w ścianę. Zerknął w bok i złapał się za serce, widząc stojącego w drzwiach Woricka.
Keep on haunting
„Kurwa mać.”
Worick uśmiechnął się, nieco skonsternowany.
– Mówiłeś, że cię peszą – skomentował, ale Nicolas pokręcił głową, wzruszając ramionami. Nie wiedział o co chodzi. – Duże biusty! – wyjaśnił ochoczo Arcangelo. – Ale teraz nie wyglądasz na speszonego, tak się lampiąc beztrosko… A trzeba przyznać, że ma czym oddychać, ta Zaćmiona.
Brown zaczął wymachiwać rękami (makaron z patelni poszybował wysoko w powietrzu, częściowo zatrzymując się na wiszącej smętnie w pomieszczeniu gołej żarówce), kręcąc głową z takim uczuciem, że o mało nie przetrącił sobie karku.
„To nie tak!”
– Ale czy ja coś mówię? – chichotał Worick. – Ja jestem ostatni, żeby cię oceniać, partnerze, przecież mnie znasz. Tylko przymknij drzwi, jak już się weźmiesz do roboty. – Miał odejść, ale dostrzegł na obrazku coś, co mu nie pasowało. – Zaraz… Nie wiem na jak długo wypadłeś z gry, ale… Wiesz, że to nie jest niezbędne? – Wskazał na patelnię. – Chyba że… Chyba że! –  Niebieskie oko Woricka rozbłysło, jakby właśnie ułożył te puzzle. –  To dlatego, ona tak… ? – Wskazał na Ivrel. – Nie chciała po dobroci, to ją ogłuszyłeś?
Nicolas opuścił patelnię, a drugą dłonią poklepał się po czole, patrząc na Woricka jak na idiotę.
„Żarcie sobie robiłem. Potem chciałem… Ale ona…” Wycelował w Ivrel patelnią. „Więc…” Nicolas artykułował rękami coś, na co Worick patrzył z głęboką zadumą. Pierwszy raz widział te migi. Był niemal pewien, że to zlepek przypadkowych gestów i że nie znalazłby takich znaków w żadnym podręczniku do nauki języka migowego.
– Dobra, nie chcesz, nie mów, ale nie rób ze mnie idioty. – Machnął ręką, a jego wzrok powędrował do owiniętych wokół żarówki nitek makaronu, który zaczynał cichutko skwierczeć. – Matko bosko od obiadów, Nick, znowu żywisz się tym świństwem? – Pokręcił z politowaniem głową, podczas gdy zawstydzony Nicolas sięgał patelnią za plecy, jakby chciał się przekonać, czy ta sprawdzi się w roli drapaczki. – Chodź na górę, wziąłem na wynos obiad od klientki.
„A ona?”
– Nie będziemy jej budzić. – Worick zerknął na drzemiącą w fotelu Ivrel. – Bądźmy wdzięczni za tą chwilę spokoju, bo mam dziwne przeczucie, że nie będzie ich wiele przez następne dni.
„Chyba masz rację. Przekimam się dzisiaj na kanapie.”
– A ona? – zapytał dla odmiany Worick. – Zostawisz ją tutaj samą?
„Co chcesz, zabezpieczyłem ją. Jak pójdę w kimę, a kiedyś muszę, i tak przecież nie usłyszę, jeśli zacznie coś kombinować.”
Worick zaśmiał się krótko i ruszył na górę.
– Też mi wymówka – prychnął. – Czasami odnoszę wrażenie, że podle wykorzystujesz fakt, że jesteś głuchy.
„Mówiłeś coś?”
– Nie, nic.
„Zadzwonisz do kliniki? Może Nina mogłaby wpaść zmienić jej bandaże.”
– Ok, potem. Najpierw zjedzmy, Panie Nagle Się Zrobiłem Taki Troskliwy. – Worick uśmiechał się szeroko i trochę szyderczo, Nicolas prychnął, zaciskając usta. – Opowiesz mi, co to za jedna? – dopytywał, stawiając przed Brownem jeszcze ciepły posiłek w styropianowym opakowaniu. – Chyba pierwszy raz to ty sprowadziłeś tutaj kobitę… Partnerze?
„Przy jedzeniu się podobno nie mówi” – sparował Nick i złapał za sztućce.
– No proszę, znowu wymówki. – Worick zmrużył oko, samemu zabierając się za jedzenie. – Jeszcze to z ciebie wyciągnę.
Nicolas spokojnie przeżuwał, patrząc na Woricka w taki sposób, jakby chciał mu życzyć powodzenia.


Zmroki:

Współtwórcy

Łączna liczba wyświetleń

TAGI