Opowieść pełną garścią czerpie z uniwersum GANGSTY.

Ergastulum to miasto złoczyńców i płatnych morderstw, tanich prochów i jeszcze tańszych prostytutek. Przemoc, seks i narkotyki, wszystko, czego potrzeba do pełni szczęścia, jest na wyciągnięcie ręki. Zobacz, jak sobie tu radzi grupa Zmroków, ludzi o podejrzanej moralności i ponadprzeciętnej sile, za którą każdego dnia muszą płacić wysoką cenę.

sobota, 8 kwietnia 2017

Chapter III: #Daggers

Hej, słoneczka! Przyszła kolej na moją publikację. Z dniowym opóźnieniem, bo z urlopu oczywiście wróciłam chora i nieogarniająca :)
Enjoycie!

***

I have a heart that gets on everybody's nerves
They don't want the truth, they just want the words

             Powoli zanosiło się na deszcz, ale Tris nic sobie z tego nie robiąc, udała się na obrzeże miasta. Szła powoli, nieśpiesznie. W jednej dłoni trzymała sztylet, a w drugiej pojedynczego, samotnego irysa. Ludzie przyglądali jej się z ciekawością, ale też odrobią niepokoju, gdy dostrzegali broń.
             Westchnęła cicho i powoli wkroczyła na teren cmentarza. Nie wiedziała do końca, czego szuka. Błądziła dłuższą chwilę, aż w końcu spytała kogoś, kto jej zdaniem miał szansę lepiej orientować się w układzie cmentarza. Ruszyła we wskazanym kierunku i teraz już wystarczyły informacje, które miała.
            Znalazła nagrobek i przyklęknąwszy, złożyła na nim sztylet i irysa. Dłuższą chwilę milczała. Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Minęło przecież tyle lat. Za bardzo się zmieniła. Nawet, jeśli stała jedynie przed nagrobkiem, dla niej był to symbol. Sposób kontaktu ze zmarłą osobą.
             – Cześć… mamo – wyszeptała wreszcie. – Dorwałam ich… Tego, który cię zabił i pozostałych. Wszystkich, którzy zburzyli nasz spokój i zniszczyli nasze życie – oznajmiła. – Dużo się wydarzyło… Zyskałam siłę i mogłam cię pomścić. Wytropiłam ich, ale straciłam Vina, Lokiego… Demons się rozpadło, a moja druga praca… Wysłali mnie tutaj. Teraz jestem u Theo. Zresztą, co tu dużo mówić, na pewno patrzysz na mnie z góry, więc wiesz najlepiej, jak bardzo się wszystko pochrzaniło…
             – Tris?
            – Theo? – przeraziła się blondynka.
             – Co tu robisz?
             – Mogłabym cię spytać o to samo – mruknęła naburmuszona Szkarłatna. Nie podobało jej się, że ktoś jej przeszkadza. – Dziś rocznica jej śmierci… Jak mogłabym zapomnieć?
             – A ja się zastanawiałem, gdzie zniknęłaś tak z rana.
             – Postanowiłam się przejść. Cud, że znalazłam to miejsce.
             – Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się ciebie tutaj. Przez lata przychodziłem tylko ja – stwierdził Theo i również przyklęknął przed nagrobkiem i złożył na nim kwiaty. – Po co ten sztylet? Co zrobiłaś?
             – To… To długa historia…
            – Twoje zawsze są długie – prychnął.
            – A czy to ma jakieś znaczenie, co powiem? – zapytała beznamiętnie Tris. – Po prostu czułam, że powinna to dostać.
             – Zemsta – podsumował Theo. – Już się zemściłaś, czy dopiero jej to obiecałaś?
             – Już dawno – odparła i spuściła wzrok pod naporem karcącego spojrzenia brata. – Chciałam ją też przeprosić, że nie złożę broni, że nie porzucę drogi, którą obrałam…
             – Lepiej obiecaj jej, że zostaniesz dobrą lekarką, z której mogłaby być dumna – powiedział Theo.
             – Cóż… To jest jakiś pomysł, ale wolałabym nie obiecywać niczego, czego nie mam pewności, że dam radę dotrzymać.
             – Dobrze wiesz, że to zależy tylko od ciebie.
            – Dobrze wiesz, że dla mnie już za późno, by naprawić przeszłość. Mogę tylko obiecać, że zrobię, co w mojej mocy…

Blah blah blah blah
 and I can sing until I'm dead

            – Szukasz kogoś? – usłyszała i spojrzała na wysokiego chłopaka o karmelowych włosach w stroju typowym dla gildii Paul Klee.
             Będąc tak uważnie obserwowanym uśmiechnął się tylko. I wydał się Tris bardzo sympatyczny. Zjawiła się tam jednak w konkretnym celu, gdyby nie to, pewnie poświęciłaby mu więcej czasu. Ludzie zawsze ją ciekawili.
             – Cóż… Tak – odparła.
             – Jak się nazywasz? – zapytał.
             – Tris.
             – Jestem Gawein – przywitał się chłopak i wyciągnął do niej dłoń.
            Uścisnęła ją z uśmiechem.
             – To jak? Zastałam Hausena? Mówił, że tu go znajdę.
            – Hausena? Zaraz go zawołam, zaczekaj chwilę. – Zniknął gdzieś za rogiem, krzycząc w głąb budynku: – Hausen, jakaś ślicznotka do ciebie!
             Szkarłatna uśmiechnęła się rozbawiona, gdy tylko wrócił w towarzystwie blondyna.
             – Tris – powiedział Hausen. – Co cie sprowadza? Masz do mnie jakąś sprawę?
             – Mówiłeś, że się ze mną zmierzysz – przypomniała. – Więc przyszłam.
             – Trochę ci zajęło dotarcie tutaj – zaśmiał się. – Ale chętnie się z tobą zmierzę. Akurat mam chwilę czasu.
             – Cóż… Miałam szlaban od doktora-tyrana – wyjaśniła Tris. – Dużo się działo.
             – Chodź.
             – Dokąd?
             – Przecież nie będziemy walczyć tutaj. Do sparingów mamy specjalne pomieszczenie z tytanowymi ścianami.
             – Już mi się podoba – zawyła Szkarłatna.
             – Będziesz walczyć z braciszkiem Hausenem? – zdziwił się Gawein. – On jest naprawdę silny, wiesz?
             – Wiem. – Tris wyszczerzyła zęby w drapieżnym uśmiechu. – I o to chodzi.
             – Ludzie! Braciszek Hausen będzie walczył! – krzyknął Gawein biegając po budynku. – Chodźcie zobaczyć.
             W bardzo krótkim czasie do sali treningowej gildii zawitało wielu jej członków, zaciekawionych walką. Niewielu było śmiałków, którzy wyzywali do walki Hausena. Zwłaszcza, nikt nie spodziewał się, że jego przeciwnikiem będzie drobna, niepozornie wyglądająca blondyneczka, którą nie raz widywano w klinice Theo. Zreasumowali więc, że była kolejną praktykantką, jak Nina.
             – Kto to? – rozległo się gdzieś w tłumie.
             – To ona chce walczyć z Hausenem? Dobre sobie.
             – To nie nowa lekarka od Theo?
             – Ej, skądś znam ten tatuaż.
             – Racja, wyglądają znajomo.
             – Wzbudziłaś spore zainteresowanie – zauważył Hausen. – Nie powiedziałaś im, kim jesteś, prawda?
             – Nope. Nie widziałam takiej potrzeby.
             – Ej, tamten tribal to nie jest czasem znak rozpoznawczy Demonsów? – padło wreszcie i Tris uśmiechnęła się pod nosem. – Ej, ludzie! To Szkarłatna Tris z dawnych Demonsów!
             – Co ona tu robi?
             – Wydało się – zaśmiała się blondynka. – No siema.
            – Uaaa! Też chcę z nią walczyć – zawył Gawein.
             – Jesteś o sto lat za młody – stwierdził Hausen. – Bo B4 nie brzmi zbyt przekonująco…
             – Co? Ona ma rangę B4? – zdziwił się Gawein. – To niemożliwe!
             – Też trochę nie wierzę – przyznał Hausen, ale Tris tylko wzruszyła ramionami.
             – Walczymy, czy będziemy sobie tak gadać? – mruknęła, a w jej dłoniach pojawiły się sztylety.
             Widząc to, również Hausen się uzbroił, wyciągając nóż myśliwski. Tris wyszczerzyła jeszcze szerzej zęby. Była naprawdę ciekawa, jaki styl walki zaprezentuje jej blondyn. Wiedziała, że jest silny. Potrafiła to stwierdzić już po samej aurze, jaką wokół siebie roztaczał. Powietrze wokół takich ludzi miało w sobie coś specyficznego, nie do pomylenia.
             W mgnieniu oka zniknęła i przez tłum przeszedł dźwięk zdziwienia. Nikt z gildii nie widział jeszcze walki Szkarłatnej. Nie wiedzieli, czego się spodziewać, chociaż wydawało im się raczej, że nie pokaże od razu swoich zdolności. Nie zdążyli się jeszcze przekonać, że jej zamiłowanie do walki z silnymi przeciwnikami brało górę nad rozsądkiem.
             Pojawiła się za plecami Hausena, który spodziewał się ataku sztyletem. Zamiast tego jednak kopnęła w nogę, chcąc pozbawić równowagi. I może udałoby jej się to, gdyby zaatakowała z drugiej strony. Skrzywiła się, gdy natrafiła na coś twardego. Domyśliła się, że to proteza przystosowana specjalnie do walki. Blondyn musiał sporo przejść, bo nie łatwo jest pozbawić jakiejś kończyny jednego z silniejszych Zaćmionych. Może to była nawet sprawka Deystroyersów, a może jakiś incydent z przeszłości. Nie wszyscy od razu byli silni. Zdobycie Rangi A0 zazwyczaj trochę trwało, chociaż zdarzały się i wybitne jednostki, które wyprzedzały rówieśników, jak na przykład Vincent, któremu prawie się udało…
             Hausen wykorzystał element zaskoczenia i wyprowadził atak drugą nogą. Na swoje szczęście, Tris była bardzo zwinna i zdołała odskoczyć. Spojrzała na przeciwnika, mrużąc oczy. Od razu wiedział, że właśnie oceniała sytuację. To nie było jeszcze prawdziwe starcie. Dopiero sprawdzała jego możliwości. Domyślała się już, że jest od niego odrobinę szybsza, ale nie była pewna, co do siły. Sprawdzać tego na sobie też nie chciała, więc wolała wziąć pod uwagę, że w tej kwestii Hausen ją przewyższał.
             Miała też świadomość, że mężczyzna traktuje ją całkowicie poważnie i jest bardzo ostrożny. Nie uwierzył, że jej ranga to B4. Może podświadomie wiedział, że jest silniejsza, niż miała zwyczaj to przyznawać. Zresztą każdy, kto słyszał pogłoski o Szkarłatnej, wiedział, że należy się mieć na baczności. Prawdopodobnie jednak i tak był nieświadomy tego, jak bardzo się mylił.
            Zaćmieni nie zwykli ukrywać swej siły i rangi. Zazwyczaj właśnie chcieli uzyskać jak najwyższe noty, a swe nieśmiertelniki nosili z dumą. Wykorzystywali je, by zdobyć uznanie i respekt. Ale nie ona. Ranga nic dla niej nie znaczyła.
            Uśmiechnęła się radośnie na tę myśl i powolnym, lekko chwiejnym krokiem ruszyła w stronę Hausena. Nie śpieszyła się. Szła spokojnie i bezszelestnie. W dłoni podrzucała sztylet, nucąc pod nosem jakąś piosenkę. Błysk w błękitnych oczach dziewczyny przyprawiał o dreszcze, a piosenka dopełniała poczucia zagrożenia, które niosła za sobą ta drobna osóbka.
             Gawein wpatrywał się w nią jak urzeczony i głośno przełknął ślinę, co kilku starszych kolegów skwitowało cichym śmiechem. Nikt jednak nie odważył się nic powiedzieć. Zdawało im się, że nie należy przerywać ciszy. Wszyscy wsłuchiwali się w nuconą piosenkę, która z czasem przerodziła się w kolejne słowa.
             – … And I can sing until I’m dead and none of you’ll remember a single thing I said. What’s the point being the voice, when everyone’s already sick of the noise? – zakończyła i w tej samej chwili znów zniknęła.
             Spodziewali się, że znów pojawi się za Hausenem, ale ona wybrała atak od frontu. Błękitne oczy błysnęły złowieszczo, a z policzka mężczyzny spłynęło kilka kropli krwi. Przez chwilę poczuł dziwne odrętwienie, gdy wyczuł żądzę krwi. W ułamku sekundy pojął, dlaczego dziewczyna wzbudzała w nim takim niepokój, lecz tak szybko, jak poczuł żądzę krwi, tak szybko to uczucie minęło. Miała nad tym całkowitą kontrolę, a mimo to zaledwie go drasnęła.
             Zastanawiał się, czy na tym polegała cała zabawa, czy faktycznie miała tylko rangę B4. Nie, była zbyt silna. Co ciekawe, nie zauważył, żeby brała Celebrer. On też jeszcze go nie zażył, ale byli sobie niemal równi. Czyżby specjalnie zaniżała swoją rangę? To było jedyne logiczne wyjaśnienie, które przyszło mu do głowy. Inaczej nie mogła zdobyć tak niskiej rangi, a już B4 nie należało do specjalnie słabych. W rzeczywistości potrafili być bardzo kłopotliwi.
             Uchylił się przed kolejnym atakiem ostrza i wyprowadził kopniaka. Tris jednak odbiła się ręką od jego nogi i przeskoczyła na drugą stronę, niczym na pokazach akrobatycznych. Bez problemu zniknęła z jego pola widzenia i mimo tego, że wciąż coś śpiewała, naprawdę ciężko było ją zlokalizować, gdy głos rozchodził się cichym echem.
             Widownia niemalże wstrzymywała oddech, obserwując walkę z pozornie bezpiecznej odległości. Tymczasem Szkarłatna świetnie się bawiła. Brakowało jej tej walki. Nie na śmierć i życie, ale jednak ryzykownej. Ile to już razy zdawała sobie sprawę z tego, że nie potrafi żyć bez walki? Już dawno straciła rachubę… Już dawno przestała liczyć. To i tak nie miało znaczenia.
             Wyprowadziła kolejny atak i skoczyła w górę, gdy omal nie oberwała ze sztucznej nogi. To był jednak błąd, bo Hausen bardzo szybko wyprowadził atak drugą i posłał ją na ścianę. To był bardzo potężny cios, a co dopiero, gdyby oberwała z protezy.
             Tris zrobiła fikołka w powietrzu, by odzyskać kontrolę nad ciałem i odbiła się od ściany. W locie rozcięła nogawkę spodni i w rzeczy samej ujrzała protezę. Ślizgiem przesunęła się po podłodze i niemal na czworaka, ruszyła do przodu. Znów skoczyła w górę przed kopniakiem, ale tym razem nie dała się zaskoczyć. Odbiła się od ramienia Hausena i zrobiła salto, lądując tuż za nim.
             Wszystko działo się tak szybko, że zanim ktokolwiek się połapał, sztylet Tris tkwił już przy gardle Hausena, ale blondyn nie pozostał jej dłużny. Jego myśliwski nóż również dosięgał celu. W ten sposób zremisowali.
             – To było niezłe – przyznała Szkarłatna. – Nie sądziłam, że uda ci się mnie dosięgnąć.
             – No widzisz – zaśmiał się Hausen i zapytał: – Nie użyłaś Celebrera, nie?
             – Ty też nie – zauważyła blondynka.


And none of you'll remember
 a single thing I said

             Tris usiadła zziajana na ziemi. Musiała przyznać, że Hausen był naprawdę silnym przeciwnikiem. Mimo ciężkiego starcia oboje się uśmiechali. I wtedy ktoś zaczął klaskać. Szkarłatna spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła kobietę o krótkich jasnych włosach w stroju gildii. Wzdrygnęła się na myśl, że straszna z niej hetera. Babochłop. Ale nie powiedziała tego na głos.
             – Niezła walka – powiedziała kobieta, uśmiechając się cynicznie. – Byłam ciekawa, kto rozrabia w mojej gildii.
             – Ty jesteś Paul Klee? – żachnęła się Tris i dopiero wtedy zobaczyła stojącą w cieniu dziewczynę o czerwonych włosach i błękitnych oczach. – A tamta?
             – To Ginger.
             – Ginger jest tu najsilniejsza – oznajmił Hausen. – To S4.
             – S4? – Tris wyszczerzyła ząbki w drapieżnym uśmiechu, na co Paul zaśmiała się gardłowo. – Ginger…
             – Ale ty też jesteś silna, Tris. Naprawdę masz rangę B4? Nie wierzę… – oznajmił się Hausen, a blondynka wzruszyła ramionami.
             – B4 kontra A0? – zdziwiła się Ginger, ale Tris znów tylko wzruszyła ramionami.
             – Użyliście Celebrera?
             – Nie – odpowiedział Hausen. – Ona też nie.
             – Rozumiem – stwierdziła Paul Klee i uśmiechnęła się pod nosem. Tris zmrużyła oczy, ale nadal nic nie powiedziała. – B4 masz bez Celebrera? Specjalnie zaniżyłaś swoją rangę?
             – Może – prychnęła Tris i dodała: – Chcę się z nią zmierzyć. Z tą S4.
             – Nie dziś. Na dziś wystarczy.
             – Na dziś tak, ale wrócę tu. I wtedy chcę z nią walczyć – zadeklarowała Szkarłatna.
             – Doskonale. Z przyjemnością zobaczę, jak radzisz sobie w starciu z moją Ginger – padło w odpowiedzi. – Upewnij się tylko, żeby mnie poinformować. Nie lubię, gdy walka toczy się tutaj bez mojej wiedzy.
             – Jasne. W końcu ty tu rządzisz – mruknęła Tris. – Nie chciałabym zdenerwować, jednego z czterech dowódców Ergastulum.
             – Jesteś dobrze poinformowana.
             – Ty też nie wyglądasz na kogoś, komu brakuje źródeł informacji.
             – To prawda. Muszę trzymać rękę na pulsie. Nie udało mi się jednak nigdy poznać prawdziwego powodu rozpadu Demonsów – stwierdziła Paul Klee, bacznie obserwując Szkarłatną. – Podobno to były wewnętrzne walki o władzę, ale to trochę dziwne, że lider grupy, którego okrzyknięto nie bez powodu demonem, nie poradził sobie z ujarzmieniem takiej zbieraniny.
             – No właśnie poradził sobie – prychnęła Tris. – Aż za dobrze...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zmroki:

Współtwórcy

Łączna liczba wyświetleń

TAGI